W połowie listopada we wsi Izdebki pod Krosnem (podkarpackie) zaginął 12-letni Daniel. W poszukiwaniach brało udział blisko tysiąc osób. Jego zaginięcie pozwoliło ujawnić koszmar, który od lat miał miejsce w jego rodzinnym domu. Domu, który dla dziesięciorga rodzeństwa był prawdziwym piekłem. O tej tragedii powinien usłyszeć każdy z nas. Przede wszystkim dlatego, żeby zareagować, kiedy dzieje się krzywda sąsiadom czy znajomym. Szczegóły sprawy są wstrząsające a rodzinnemu dramatowi przyjrzeli się reporterzy Uwagi TVN.

Źródło: Uwaga TVN (www.uwaga.tvn.pl)

12-letni Daniel zaginął w połowie listopada. Ostatni raz widziany był pod domem swojej babci. Chłopiec przepadł w trudno dostępnym, górzystym terenie. Spędził w lesie dwie noce, mając na sobie tylko cienki sweter. Do jego poszukiwań zaangażowano prawie tysiąc osób, helikopter, drony termowizyjne - czytamy na stronie programu.

- Zaginął chłopiec. Poszukiwania są zakrojone na bardzo dużą skalę. Są z nami ratownicy GOPR, sprzęt termowizyjny, helikopter – mówił na miejscu prokurator Marcin Bobola.


Będący na miejscu reporter Uwagi TVN próbował porozmawiać z matką chłopca. Policjant pilnujący dojścia do posesji przekazał dziennikarzowi, że ze względu na trwające czynności procesowe nie może wpuścić go do środka.

Z każdą godziną wokół domu pojawiało się coraz więcej policjantów, pojawił się także zespół ratownictwa medycznego. W trakcie poszukiwań 12-latka na jaw wychodziły kolejne, przerażające fakty. Skala dramatu jest porażająca. Reporter Uwagi TVN rozmawiał z sąsiadami i rodziną.

Wstrząsające fakty
Dziennikarz dotarł do mieszkańców i krewnych Daniela. Chłopiec wraz z dziewięciorgiem rodzeństwa mieszkał w na skraju wsi. Dom, mimo remontu, który sfinansowała gmina był w opłakanym stanie.

- Nikt, nigdy nie pracował w tej rodzinie. Pieniądze mieli z pomocy, z narodzin kolejnego dziecka, z renty. To było w przybliżeniu ok. 10 tysięcy miesięcznie. Pieniądze wydawali w pierwszej kolejności na alkohol i papierosy. To były ich priorytety. Jak zostały jakieś grosze, to z litości wydawali coś na dzieci – opowiada krewna dzieci.

"Dzieci wychowywał pies"

Trudno nawet wyobrazić sobie jakie piekło w tym domu przeszły dzieci...


- Zdarzyło się, że jedno z dzieci spało w wymiocinach, bo zwymiotowało w wózku i nikt go nie przebrał. Te dzieci wychował pies. Jak pies dostał jedzenie, to dzieci szły i jadły z jego miski. Niektóre z nich w ogóle nie mówią, tylko szczekają, warczą – reporterowi Uwagi krewna dzieci. - One przykładowo nie wiedziały, że wafelek, który dostały trzeba odpakować, tylko jadły z papierkiem, żeby nikt im nie zabrał.

Matka dziesięciorga dzieci ma 43 lata. Jest upośledzona w stopniu lekkim. Jej mąż jest sześć lat młodszy. Pijąc piwo pod sklepem, lubił żartować, że nie musi pracować, bo „ma fabrykę w spodniach.”

- Nieraz bywałam w ich domu. Mieszka tam moja chrześnica. W domu było dużo krzyku. Dzieci nieraz płakały. Ojciec pił. Dzieci często mówiły, że ojciec pije albo śpi. Wielokrotnie pytałam mojej chrześnicy, czy w domu wszystko w porządku?. Nie chciała nic mówić – dodaje krewna.

Zaginiony 12-letni Daniel jest najstarszy z dziesięciorga rodzeństwa. Jego najmłodsza siostra ma 20 miesięcy. Mieszkańcy okolic zwracają uwagę, że wszystkie dzieci wyglądały na mocno bardzo zaniedbane.

Dlaczego krewni ani sąsiedzi nie reagowali? Kolejna część reportażu Uwagi TVN już dzisiaj. Link do pierwszego odcinka poniżej:

https://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/ojciec-podejrzany-o-molestowanie-dzieci-szczekaly-jak-psy-oficjalna-strona-programu-uwaga-tvn,280555.html