Dowodem na to, że Europa dwóch prędkości istnieje od dawna jest fakt, że zachodnie koncerny sprzedają w Polsce, Czechach, Słowacji czy na Węgrzech pod swoją marką produkty gorsze jakościowo, ale identyczne cenowo w przy całkowitej akceptacji tego procederu ze strony Komisji Europejskiej.

A kraje „starej Unii” nie mają nic przeciwko temu żeby np. ten sam proszek do prania w Niemczech prał lepiej niż identyczny w Polsce. Że francuski cukier jest bardziej słodki niż taki sam w Czechach. Podobnych przykładów jest mnóstwo i chyba wszyscy dobrze je znamy.  Władze „starej Unii” uważają, że przełamanie dwutorowego systemu jakości produktów tej samej marki i zmuszenie producentów do sprzedaży identycznych jakościowo markowych produktów na terenie całej Unii Europejskiej w porównywalnych cenach, zwyczajnie nie kalkuluje się. Skoro bowiem zachodnie koncerny mogą zarabiać więcej na sprzedaży gorszych jakościowo produktów w krajach Europy środkowej i wschodniej, to niby dlaczego miałby tego nie robić.

Dlatego tak zabawnie brzmiały niedawne wypowiedzi prezydenta Francji F. Hollanda i kanclerz Niemiec A. Merkel, którzy kilka dni temu w Wersalu opowiedzieli się za budową Europy dwóch prędkości. Przecież oni doskonale wiedzą, że taka Europa istnieje już od dawna, a zbudowały ją tamtejsze koncerny, które nota bene sponsorują ich kampanie wyborcze.

Tydzień temu podczas spotkania przywódcy Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii opowiedzieli się oni za budową Europy różnych prędkości. Pozornie chodziło o to, żeby umożliwić ich krajom szybszą integrację w niektórych dziedzinach. Jedność wcale nie oznacza jednolitości, więc jestem za tym, żeby powstały nowe formy współpracy. (...) Chcemy iść szybciej i mocniej się integrować w gronie niektórych krajów, nie wykluczając innych, ale w taki sposób, żeby inni nie mogli się temu przeciwstawić- oświadczył gospodarz spotkania, prezydent Francji F. Holland.

W tej wypowiedzi kluczowe jest stwierdzenie „chodzi o to, żeby inni nie mogli się temu przeciwstawić”. No i rzeczywiście, nie mogą. Pretensje przedstawicieli Polski, Czech, Słowacji czy Węgier w kwestii produktowego rasizmu funkcjonariusze Komisji Europejskiej kwitują stwierdzeniem, że „międzynarodowe koncerny mogą adaptować swoje produkty do potrzeb poszczególnych rynków, a więc są dopuszczalne różnice w jakości i składzie poszczególnych produktów w zależności od kraju dystrybucji”.